Polski Grzebień ze Śląskiego Domu

To nie tytuł filmu, chociaż występuje tu dwoje Polaków ze Śląska, a akcja dzieje się w jesienno-zimowej scenerii Tatr Słowackich.

Śląski Dom z Tatrzańskiej Polanki

Podczas 10 dni w Tatrach Śląski Dom odwiedziliśmy dwa razy – pierwszy raz z niewielką nadzieją, w deszczu i we mgle, drugi – z konkretnym planem dostosowanym do pogody zmieniającej się we wrześniu z lata w… zimę. Plan ten był dość zachowawczy – sprawdzamy, czy po opadach śniegu da się dotrzeć do Polskiego Grzebienia, jeśli warunki będą bardzo kiepskie – odpuszczamy.

Śląski Dom leży na trasie Magistrali Tatrzańskiej, zatem spora szansa, że na jakimś etapie wędrówki prędzej czy później tam trafimy. A warto, bo malowniczy rejon Wielickiego Stawu jest łatwo dostępny z Tatrzańskiej Polanki asfaltową drogą rowerową, którą dojeżdża też zaopatrzenie, lub zielonym szlakiem – czas przejścia jednym i drugim zbliżony, około 2 godzin. Do Tatrzańskiej Polanki można się dostać elektriczką albo autem, które bez problemu zostawimy na bezpłatnym parkingu. Wybieramy opcję komfort wejścia asfaltem – dzień wcześniej wywiało nas na łatwym szlaku do Zielonego Stawu i musieliśmy zawrócić. Odwrót z zawieją (podobno na Łomnicy wiatr w tych dniach sięgał 170/h), powalonymi drzewami i dzikim zwierzem w tle… wiem, wiem, że to był tylko jeleń na rykowisku, ale wyobraźnia zadziałała.

Po przeanalizowaniu wszelkich możliwych prognoz bardzo chciałam, żeby tym razem było inaczej – i w istocie od rana zamieci i chmur ani śladu.

Widok z okna na Łomnicę
Obiecujący poranek – widok z okna na Łomnicę

Idziemy wśród lasu, mniej więcej w połowie drogi docieramy do Wielickiego Mostu na wys. 1604 m, gdzie można odpocząć ździebko pod daszkiem. W okolicy tej kiedyś znajdowały się skocznie narciarskie wybudowane z inicjatywy doktora Guhra – sanatorium jego imienia mijaliśmy na samym początku szlaku w Tatrzańskiej Polance. Od mostu jeszcze godzinę maszerujemy do Doliny Wielickiej, planując tam przerwę na wyborną herbatę z termosu i kanapki. Jarzębiny i biel szczytów, a konkretnie Sławkowskiego, pięknie się uzupełniają. Za chwilę widać już Granaty Wielickie – to znak, że zbliżamy się do Śląskiego Domu. W zimie występuje tu zagrożenie lawinowe, a ostatni zakręt nazywany jest właśnie Zakrętem Lawinowym.

Hotel górski Śląski Dom

Jeśli ktoś chce poczuć atmosferę Tatr Wysokich niewielkim nakładem sił, Śląski Dom na wysokości 1670 m n.p.m. jest miejscem do tego idealnym – widok na Granaty Wielickie, masyw Gerlacha i ten szum siklawy znad Wielickiego Stawu – dla duszy ciekawej wysokogórskich widoków wystarczy, dusza spragniona wędrówki ruszy dalej – możliwości spod Śląskiego Domu jest mnóstwo – Magistralą w stronę Szczyrbskiego Jeziora przez Batyżowiecki Staw czy w kierunku Hrebienoka. No i zielonym szlakiem na Polski Grzebień i dalej.

Śląski Dom, Staw Wielicki
Śląski Dom – zdjęcie wykonane parę dni wcześniej

Ze Śląskiego Domu można z przewodnikiem udać się na Gerlach – jest tu główna baza przewodników tatrzańskich – ale też zorganizować wesele albo odpocząć w wellness. Sale Śląskiego Domu onieśmielają trochę wytwornością i przepychem, a przy recepcji nasze nosy są nęcone ziołowymi zapachami tutejszego spa. Trzeba pamiętać, że to górski hotel, nie typowe schronisko, więc kanapkę zjadamy w przedsionku, gdzie można rozłożyć się na poduchach. Tu też wisi tabliczka informująca nas, że obiekt odwiedził kiedyś Jan Paweł II. Jak doczytałam, burzliwe były dzieje schronisk w tych okolicach – lawiny i pożary nie sprzyjały im zbytnio. Obecny hotel istnieje od lat 70., a w 2010 ukończono jego generalny remont, którego efekty zaskakują tych, którzy widzieli to miejsce w dawnych czasach (przeprowadziliśmy potwierdzające to testy za pomocą smartfona).

Doliną Wielicką na Polski Grzebień

Pokrzepieni herbatą i widokiem innych piechurów zmierzających w stronę Wielickiego Stawu podążamy w tym samym kierunku. Śniegu nawet tutaj leży sporo i badam teren moim jedynym pozostałym kijkiem, nim gdzieś postawię stopę, bo naprawdę łatwo się gdzieś zapaść. Pytamy paru schodzących o warunki i uspokajają, że chociaż ślisko, to da radę bez raków. Za Wielickim Stawem podchodzimy pod ścianę Wiecznego Deszczu, skąd faktycznie sączy się na nasze twarze woda, i nagle… bach – coś leci z hukiem z góry i ląduje parę metrów od nas. Gruda lodu wielkości dużej pięści. Nie wygląda to dobrze i jakoś nagle przestaję się czuć uspokojona – natychmiast idziemy dalej w stronę Wielickiego Ogrodu, nasłuchując trzeszczenia sopli, które w pełnym już słońcu próbują uwolnić się od skały.

Zaraz potem rozpościera się przed nami Wielicki Ogród, w lecie ponoć bardzo obficie porośnięty roślinnością, stąd nazwa. Teraz to raczej ogród zimowy, ale idzie się tędy bardzo przyjemnie – do Długiego Stawu ze Śląskiego Domu docieramy w jakąś godzinę, dalej trochę tak suniemy po śniegu, który właściwie to już zaczyna się topić i zaraz zamieni się w potok. Wyższe piętro Doliny Wielickiej też nie nastręcza trudności, a właściwe podejście zaczyna się zakosami pod przełęczą Polski Grzebień. Latem na pewno podchodzi się tu łatwiej, ale teraz, mimo że wrzesień i słońce, po śniegu nie idzie się zbyt dobrze – patrzę na płynący śnieg i już wiem, jak się będzie schodziło. Tymczasem idziemy zakosami do góry aż do momentu, gdzie są ubezpieczenia – klamry i łańcuchy. Nie było to łatwe przejście, nie ma co kryć. Przy suchej skale, jak informuje nas w przewodniku Nyka, trudności są niewielkie, ale nasza skała jest śliska, mokra, nieprzyjazna. Jest trochę oblodzenia i zastanawiam się dwa razy, zanim postawię gdzieś stopę, szczególnie w eksponowanym miejscu.  Ale ślisko! Rękawiczki już mam całe mokre i nie jest to zbyt przyjemne… czekam już tylko na wyciągnięcie u góry tych na zmianę.

Ostatnie metry nie były łatwe, jednak wyłaniający się na Polskim Grzebieniu widok Zmarzłego Stawu, jego turkusowa tafla, sprawiają, że zapominam o tym na moment. Jesteśmy na wysokości 2200 m n.p.m. Wiatru na zdjęciach nie widać, bo też zamarzł, a ja wyciągam moje wszystkie polary i aparat. Nie pytajcie, jak było zimno.

Polski Grzebień, zima

Trochę osób idzie dalej ma Małą Wysoką (dodatkowe 45 minut do góry), my zrealizowaliśmy nasz plan i na tym poprzestajemy – jeszcze kiedyś będą lepsze warunki, żeby iść wyżej. Nad naszymi głowami krąży helikopter Horskiej Zachrannej – zawsze w takich momentach pojawia się myśl – „Co się mogło stać”? I jakiś taki dziwny niepokój. Widać desant na Małej Wysokiej, ale trwa to moment i śmigłowiec bardzo prędko odlatuje.

DSC_1087

Ruszamy w dół – do Śląskiego Domu z Polskiego Grzebienia mamy jakieś półtorej godziny, oczywiście po tym śniegu trwa to dłużej, bo już prawie wszystko płynie. Mijamy znów Długi Staw, a zaraz za nim…

Kamzik!

„Kamzik, kamzik! Tam, u góry!” Okazało się, że na Słowacji oszaleliśmy na punkcie kamzików, a Łukasz postanowił nawet zdobyć tytuł Kamzik Photographer of the Year i z aparatem po kamieniach i po śniegu ruszył do góry. Kozice można tu spotkać często i jakoś nie potrafię zaakceptować myśli, że miejsce to zwane było kiedyś ogrodem kozic, gdzie polowano na te zwierzęta. Niżej mijamy malutki Kwietnicowy Staw i już niewiele dzieli nas od Śląskiego Domu. Wynagradzamy sobie marsze po śniegach kawą, grzejemy się w ogniu marzenia o rozpalonym tu kominku.

DSC_1144
DSC_1152_edited1
Reklamy

1 myśl w temacie “Polski Grzebień ze Śląskiego Domu”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s